poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 11 cz. 2


  Troszkę się rozciągam w moim siedzeniu, wydając odgłosy niczym niemowlęcy dinozaur i przymuszam się otworzyć oczy, zerkając na światło słoneczne przedostające się przez okno.
-Co się dzieje, Megan?-Zayn uśmiecha się do mnie gdy przechodzi obok naszych foteli kierując się ku drzwiom wyjściowym.
Pokaz mody odbędzie w ten piątek a ja mam jeszcze sporo rzeczy do zrobienia, jak znaleźć odpowiednią kreację na to wydarzenie, upewnić się, że wszystkie moje zamysły pasują modelkom, by zamierzały pójść po wybiegu i zrobić finałową próbę w czwartek. Będzie to nerwowe!
Wszyscy zapakowaliśmy się do samochodu czekającego na nas na pasie startowym, aby odjechać. Powiedziałam Harry'emu aby po drodze wysadzono mnie przed mój butik gdyż nadal potrzebuję uregulować parę spraw. Był on w porządku i powiedział, że mój bagaż przez jakiś czas będzie w rezydencji One Direction.
Gdy byliśmy przed butikiem, obróciłam się by dać Harry'emu buziaka na pożegnanie nim drzwi zostały otwarte.
-Pa, Megan!
-Do zobaczenia!
-Bądź ostrożna.
Powiedziała reszta chłopców w tym samym czasie przez co nie jestem w stanie stwierdzić, kto co powiedział.
Tylko się uśmiechnęłam i pomachałam do każdego z nich, nim wystawiłam nogi poza samochód i zamknęłam drzwi. Weszłam do mojego sklepu i byłam powitana przez dwie bardzo podekscytowane osoby, które dosłownie wskoczyły na mnie w momencie gdy tam weszłam.
-Megan!- krzyczały na całe płuca, prawdopodobnie przerażając klientów będących w sklepie.
-Hej wam, jak tam?- uśmiecham się do nich i pytam ściszonym tonem.
-Jak tam podróż?- pyta Andrea
-Dobrze się bawiłaś?
-Istotniej, czy ty i Harry dobrze się bawiliście?-słyszę jak ktoś powiedział i odwracam się by zobaczyć Brendę stojącą w drzwiach.
Idę do niej by ją przytulić nim Andrea i Charlotte obejmują się osobno.
-Moja podróż była świetna. Wszystko poszło naprawdę dobrze. Mogę wam o wszystkim opowiedzieć dziś wieczorem na kolacji!
-Wspaniale!-powiedziała Andrea i Charlotte w uniesieniu, po czym wróciły z powrotem do swojej pracy.
Westchnęłam jak szłam do mojego biura, a Brenda stąpała za mną i zamknęła drzwi.
-Jak się masz?-zapytała siadając na kanapie w kącie.
-Dobrze. Jestem lekko zmęczona i zestresowana pokazem.-powiedziałam przeglądając papiery leżące na moim biurku.
-Będzie dobrze. Po prostu nie przemęczaj się i daj Harry'emu powód do ceregielowania nad tobą.
-Wiem... Ale jak mogę nie być zdenerwowana, odnośnie tego jak to przebiegnie? To największe modowe wydarzenie w Wielkiej Brytanii!-mówię opadając na kanapę obok niej.
-Wiem, ale musisz pamiętać aby nie patrzeć tylko na siebie, musisz zwracać uwagę na dziecko, które nosisz w sobie.
-Tak jest, proszę pani.- powiedziałam wywracając oczami.
Po chwili Brenda udała się do pracy, a ja usiadłam na krześle patrząc na wszystkie notatki, które ponownie pojawiły się na moim biurku. Jutro muszę udać się do miejsca gdzie odbędzie się pokaz aby zrobić przymiarkę z modelkami a w czwartek finałową próbę.
Muszę jeszcze ułożyć krótkie przemówienie na temat mojej linii aby je wygłosić po zaprezentowaniu jej. Musi ona objąć fakt iż jest to linia macierzyńska a pieniądze uzyskane z niej pójdą do mieszkańców Afryki. Odwróciłam się i na moim komputerze zaczęłam pisać przemowę starając się ostrożnie dobrać słowa.

~*~

Po pracy nad moją przemową, na którą poświęciłam dość długi czas, przyszła pora na kolację, więc wyszłam z gabinetu z torebką w ręku.
-Czas zamykać!-powiedziałam do Charlotte i Andrea'y, które uśmiechnęły się na wieść, że mogą dziś wyjść wcześniej.
Powiedziałam, że zamkniemy butik gdy ostatni klienci wyjdą.
Napisałam do Brenda'y gdzie zamierzamy zjeść, a ona powiedziała, że nas tam znajdzie. Charlotte, Andrea i ja wsiadłyśmy do mojego samochodu i jedziemy do restauracji, bo zdecydowałam się wziąć je na kolację.
Posiłek był fajny. Opowiedziałam dziewczynom o tragicznym życiu ludzi mieszkających w Afryce i, że nie powinnyśmy podejmować się rzeczy, które mamy tu przyznane. Powiedziałam im również o tym jak Harry nosił niemowlaka, bawił się z dziećmi, gdy odwiedziliśmy szkołę.
Wreszcie poinformowałam je o moim planie oddania wszystkich pieniędzy, zarobionych na nadchodzącej linii ludziom z Afryki i o zamiarze oddania im również ubrań, tak aby mieli oni odpowiednie rzeczy do noszenia. Dziewczyny uznały, że to wspaniały pomysł i całkowicie to popierały.
Gdy skończyłyśmy kolację, miałam z Brendą problem wysłać do domu Andrea'e i Charlotte gdyż muszę udać się do pałacu One Direction po mój bagaż. Dziewczyny nie uwierzyły mi, że on tam został i były przekonane, że chcę się zobaczyć z Harry'm.
-Jeśli chcesz się z nim zobaczyć to po prostu to powiedz. Nie wstydź się!- chichocze Andrea.
-Pocałuj Harry'ego ode mnie!- żartuje Charlotte robiąc dzióbek.
-Pa kochanie. Uważaj na siebie.- mówi Brenda przez okno od strony kierowcy nim rusza.
Machałam im na pożegnanie póki nie zniknęły mi z oczu, a ja wsiadam do samochodu, jadąc w kierunku willi One Direction. Moje serce wali z podniecenia, gdy widzę Harry'ego przez co zaczynam się martwić. Czy jestem do niego zbyt przywiązana?
Wtargnęłam na posiadłość chłopców, a strażnik otworzył mi bramę abym mogła wjechać. Zatrzymałam się i odpięłam pas, gdy zobaczyłam kobietę wychodzącą z domu, która dawała Harry'emu buziaka w policzek przed długim uściskiem.
Zazdrość i złość wzrosła w mojej piersi a do głowy przychodziło milion pytań, ale zdecydowanie najważniejsze to: Kim ona jest?

-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-

Hay wszystkim :) !
Pod poprzednim postem była umowa, że za 25 komów dostaniecie drugą część rozdziału ale zrobiłam wam taką małą niespodziankę. Czemu? Bo tym razem rozdział macie od innej tłumaczki!
Cóż, zostałam przyjęta przez Fancy i mam nadzieję, że nie wydacie mnie za to, że dodaję posta mimo iż pod poprzednim było ok. 11 komentarzy. Csssiiii.... xD
Mam nadzieję, że otrzymam jakieś małe wynagrodzenie za moją "ciężką" pracę i ujrzę pod postem parę komów oraz, że jako tako miło mnie powitacie a nie "Spindalaj, my wolimy Fancy!" x3
Szczerze mówiąc, to nie wierzę, że tłumaczę właśnie to fanfiction bo to on był pierwszym jakiego w ogóle przeczytałam...
Dzięki, że dałaś mi tą szansę, kochana ^^
Z tego oto miejsca pozdrawiam mamę, tatę i to chyba tyle :)
W razie co mój twitter: >KLIK<
Papa misie xx.

EDIT: Nie wiem dlaczego ale po lewej stronie zrobiła się taka krecha, której nie umiem usunąć, sorki.

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 11 cz.1

Po długim dniu zwiedzania dziecięcego szpitala i odkrywania reszty Afryki, zaczęłam bardziej współczuć ludziom, którzy każdego dnia zmagają się z tak ciężkim życiem. Patrząc w tył, jak zachowywałam się przez kilka ostatnich lat zdałam sobie sprawę, że polepszyło mi się kiedy moi rodzice zmarli.
Tubylcy mają się gorzej. Niektóre dzieci, nie osiągające mojego wieku,w którym straciłam rodziców, muszą harować aby zarobić na życie. Ich domy są w stanie tragicznym i ledwie im starczy jedzenia i picia do przetrwania.
Porównując ich do mnie, miałam 18 lat i miałam wielkie szczęście. Pomimo śmierci moich rodziców i samotności, miałam przynajmniej dom i edukację by znaleźć zatrudnienie.
Podjechaliśmy pod hotel i wysiedliśmy z samochodu razem z resztą chłopców. Czułam się okropnie zostając w tak ekskluzywnym hotelu, ze świadomością, że są ludzie, którzy śpią na ulicy.
Razem z chłopakami czekaliśmy przy lobby, kiedy dyrekcja załatwiała sprawy formalne.
-Więc jak będzie wyglądać sytuacja z pokojami? – Niall spytał Ashley, osobe z zarządzania.
- Megan będzie miała swój własny pokój, ze względu na to, iż nie chcemy jej w tym samym z waszą czwórką- odpowiedziała
-Awww, ale chcemy być z Megan w pokoju! – Louis westchnął dramatycznie
- Ta, to jakby odcinać nas od rozrywki – skomentował Zayn
- Obiecujemy zachować jak najlepsze maniery – prosił Liam
- Absolutnie nie – wtrącił Harry surowym głosem, co wszystkich uciszyło.
Odwróciłam się by na niego spojrzeć, podczas gdy on już mi się przyglądał zatroskanym wzrokiem
- Co? – spytałam skoncentrowana
- Nie pozwolę Ci spać samej w pokoju. To zbyt niebezpieczne
- Gdy jestem w domu to normalne
- Dokładnie. Gdy jesteś w domu. Teraz jesteś w obcym kraju, to nie to samo. – usprawiedziwil tonem, oznaczającym brak przyjęcia sprzeciwu.
- W każdym razie, nie pozwolimy jej dzielić pokoju z czterema facetami – Dokończyła Ashley
- Więc ja będę z nią w pokoju. – Powiedział Harry
- Tak? – wytrzeszczyłam oczy w zdziwieniu
- Tak.
- A co z chłopcami? – spytałam, obracając głowę w ich kierunku?
- Dadzą sobie radę. Prawda, panowie? – zwrócił się do nich i zamachał ręką zwracając ich uwagę.
- Tak, pewnie. Damy radę. – Potwierdził Zayn, machając ręką lekceważąco przed wybuchnięciem śmiechem.
- Wasza dwójka może śmiało robić to co chce. – Zasugerował Liam, śmiesznie unosząc swoje brwi
- O nas się nie martwcie- Niall nieśmiało się do nas uśmiechnął
- Nie! Chcę żebyśmy byli wszyscy razem! – Louis objął mnie dłońmi, zbijając mnie z tropu
- Um, Louis będzie w porządku. Mogę spędzać z wami czasami, a kiedy poczuję się zmęczona, po prostu ulotnie się do swojego pokoju. – Uspokoiłam go, tracąc dopływ powietrza przez silny uścisk jego dłoni
- Lou, ona nie może oddychać – Powiedział mu Harry, odciągając go ode mnie
- Przepraszam – wymamrotał i spojrzał na mnie swoimi błyszczącymi niebieskimi oczami – Będzie tak?
- No pewnie! – Odpowiedziałam, na co ukazał swoje zęby w szerokim uśmiechu.
Udaliśmy się do pokoju, Harry i ja mieliśmy pokój obok chłopców. Harry przytaszczył nasze bagaże do pokoju i postawił je pod ścianą w rogu.
Podeszłam do łózka i padłam na nie.
- Wygodne łóżko? - Hazza zapytał
- Mhmmm.. - powiedziała, po czym Harry wskoczył do łóżka obok mnie.
Leżeliśmy bokami patrząc się na siebie. Ukryłam twarz w jego piersi, a on pocałował mnie w głowę.
- Nic Ci nie jest kochanie?
- Po prostu czuję się winna, ze ja mam tyle wszystkiego, a ludzie tutaj nic, noo nic..
- Tak, mi też to złamało serce, a najbardziej jak Krue trzymała dziecko. Nie mogę sobie wyobrazić bólu, który Krue musi odczuwać.  - Powiedział, a jego głos się załamał.
- Pomyslałam dokładnie o tym samym.
- Telepatia. - Harry krzyknął, na co się zaśmiałam

Ktoś zapukał w drzwi. Hazza wstał i je otworzył. Był tam Louis.
- Boobear!
- Pani Boobear!- krzyknął i podszedł do mnie.
Przytulił mnie tak mocno, że myślałam, że mnie połamie.
- Co Ty tu robisz Louis? - zapytałam go
- Słyszałem wasze śmiechy i chciałem się do was przyłączyć.
- To nie było to... - powiedziałam rumieniąc się
- Jest tutaj Louis? - słyszałam głos Liama i Zayna.
- Ej no, robi się ciasno! - powiedziałam
- Małe pomieszczenie jest fajne, takie przyjemne.
- Tak. Po prostu chcieliśmy zobaczyć gdzie jest Louis. - Niall dodał
- Heej no! Chciałem wiedzieć z czego Megan się tak z Hazzą śmieją. - Louis sie odezwał
- Harry i ja śmialiśmy się z tak jakby telepatii rodzicielskiej.
- Awwwwwww - wszyscy popatrzyli tak słodko na mnie.
- Och bez przesady.. - Harry uściskał mnie
- Okej, impreza!! - Krzyknął Liam
- Czas włączyć się do zabawy - Niall powiedział podskakując
- DJ MALIK w domu! - Zayn krzyczał jak szalony
Wszyscy się bawili, a ja ich tylko obserwowałam.Myślałam o dziecku i stwierdziłam, że chyba nigdy się z nimi nie będzie nudziło.


- Wiesz co chcę zrobić? - Powiedziałam do Harry'ego, który siedział na przeciwko mnie w samolocie.
- Co?
- Chcę oddać wszystkie pieniądze z pokazu dla ludzi w Afryce.
- Wspaniały pomysł, ale czy na pewno tego chcesz? tak przecież ciężko na to pracowałaś.
- Tak. Wszystkie pieniądze dostaną oni. A do tego, ubrania, aby nie musieli chodzić w potarganych! - powiedziałam patrząc przez okno
- To jest wspaniałe. Ale wiesz co, od tego jest coś bardziej wspanialszego.
- Co?
- Ty.
Przez resztę lotu było spokojnie. Samolot podchodził do lądowania i pilot oznajmił nam wspaniałą wiadomość "Dzień dobry! Wylądowaliśmy w Londynie. Jest południe, a na dworze jest 20 stopni. Mam nadzieję, że mieliście udany lot".
Przespałam lądowanie, jak zawsze...
Obudził mnie głos Hazzy.
- Czas iść kochanie.
- Która godzina?
- Południe - Uśmiechnął się do mnie
_____________________________________
Siemcia! Przykro mi, że tylko przetłumaczyłam połowę, ale wyjeżdżam na wakacje do UK i nie będzie mnie miesiąc, ale postaram się tam tłumaczyć [może mi się uda, co nie obiecuję]. Jeśli jest ktoś chętny do pomocy w tłumaczeniu to pisz śmiało w kom.
Zmiana szablonu nastąpi niedługo, najpierw muszę mieć czas na zrobienie go. Dzień ma za mało godzin, jak dla mnie :C
Niestety mało osób komentuje, a tak dużo wymaga rozdziału.. troszkę przykre, no, ale życie, hehe!
Tak więc 25 komentarzy = 2 cz 11 rozdziału + 13 rozdział.